Numer 9(399)    Wrzesień 2018Numer 9(399)    Wrzesień 2018
fot.
Radość mądrego żywienia
Anna Radziukiewicz
Popołudniowy upał gaszą nieco potężne lipy i budynek – dawniej szkolny, teraz monasterski. Na podwórze wjeżdża traktor. Wyskakuje z niego ojciec Tymoteusz, ihumen monasteru św. Dymitra Sołuńskiego w Sakach. Ślady znojnej pracy widać na czole, znoszonej mantii i sandałach. Jest 6 sierpnia, 16.45. Szybko zmienia mantię na świąteczne obłaczenije. O siedemnastej rozpoczyna się wsienoszcznoje bdienije przed świętem św. Anny. Ponaddwugodzinne modlitwy wygłuszają mnichom i sporej grupie wiernych pośpiech dnia.
Na monasterskim podwórzu dwa traktory. Duży sprowadzili mnisi z Francji, drugi, mniejszy, podarował niegdyś Pronar, także kosiarkę, zgrabiarkę do siana, przewracarkę, przyczepę. Kozy, pasące się za płotem, jest ich ze trzydzieści, biegną jedna przed drugą, gdy zobaczą człowieka. Dalej ule, deski pod dachem, w równy blok ułożone. Pole, las. Jak na wsi, jak u gospodarza.
– Przyszliśmy na wieś – mówi ihumen – więc to naturalne, że zajmujemy się tym, co wieś oferuje. Chcemy jeszcze dokupić i wydzierżawić od naszych parafian dziesięć hektarów ziemi.
Modlitwa jest najważniejsza. Ale na drugim miejscu u mnicha pozostaje praca. Mnisi mają plany. To, że mieszkają ponad kilometr od cerkwi św. Dymitra, czyli głównej, nikomu nie sprzyja. Powinien istnieć jeden kompleks. I taki mają zamiar stworzyć. Obok cerkwi św. Dymitra ma powstać dom z celami dla mnichów, dom dla pielgrzymów i budynki gospodarskie. W ostatnich miałaby być zamontowana linia do przetwarzania mleka. Teraz na strychu byłej szkoły przetwarzają mleko krowie, kupowane od gospodarzy i kozie – na sery twarogowe, feta i podpuszczkowe, także na jogurty i mleko zsiadłe. Wszystko pachnące dawną wsią, a nie supermarketem – pyszne. Próbowałam. Robią to w higienicznych warunkach, ale chałupniczych, wymagających dużego wysiłku. Przy przetwarzaniu mleka trudzi się głównie ojciec Paisjusz, chociaż wszyscy opanowali tę sztukę, od kiedy czterech braci, nazwijmy ich mleczarzy, na raz trafiło do szpitala do Hajnówki z zapaleniem opon mózgowych. Okazało się, że było to zapalenie pokleszczowe. Braćmi opiekowała się zaprzyjaźniona z sakowskim monasterem, przybywająca tu regularnie na Liturgie, ordynator oddziału zakaźnego hajnowskiego szpitala, doktor Anna Ciełuszecka. A ten oddział jest wiodący w kraju w leczeniu pokleszczowych chorób, wszak Puszcza Białowieska jest zagłębiem kleszczy. Wszyscy bracia otrzymali szczepionki, chroniące przed zapaleniem mózgu.
Kiedy w nowym kompleksie powstanie linia technologiczna do przetwarzania mleka, można będzie produkować więcej serów i innych produktów, także sery długo dojrzewające, czyli miesiąc albo i dłużej, nazywane żółtymi, wymagające leżakowania w stałej temperaturze dziesięciu stopni Celsjusza. Produkcja serów żółtych to głównie rozwiązanie na post, kiedy mnisi nie jedzą mlecznych potraw, a i ich odbiorcy też je ograniczają w swym jadłospisie. Takie rozwiązanie zastosowały mniszki monasteru Spaso-Eufrozyńskiego w Połocku. Mleko w poście używają do produkcji serów długo dojrzewających. I nic się nie marnuje.
Połockie mniszki hodują krowy.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Anna Radziukiewicz
fot. autorka


Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token