Numer 7(397)    Lipiec 2018Numer 7(397)    Lipiec 2018
fot.
Hańba i wstyd
Pawel Borecki
DZIEDZICTWO
HURKI I SOŁTANA

Odrodzona w 1918 roku Rzeczpospolita Polska była państwem wielonarodowościowym i wielowyznaniowym, w którym zróżnicowanie konfesyjne w znacznym stopniu odpowiadało podziałom narodowościowym. Prawosławie stało się drugim co do liczby wiernych wyznaniem w kraju.
W 1921 roku Cerkiew prawosławna skupiała 3,8 mln wiernych, w tym 1,5 mln Ukraińców, 900 tys. Białorusinów i około 700 tys. tzw. tutejszych. Tworzyło ją pięć diecezji i około 1500 parafii (w 1935 roku – 1304 parafie i około 1800 duchownych), położonych głównie na terenie byłego zaboru rosyjskiego. Istniało jedenaście monasterów męskich i pięć żeńskich, wśród nich najważniejszy był monaster w Poczajowie. Było około 180 mnichow i mniszek.
Większość prawosławni stanowili na terenie województw poleskiego – 875 800 (77,4 proc. ludności), wołyńskiego – 1 455 900 (69,8 proc.) i nowogródzkiego – 542 300 (51,3 proc.). W województwie lubelskim zamieszkiwało 210 400 osób tego wyznania, czyli 8,5 poc. ogółu. Ale na Chełmszczyźnie było aż 144,3 tys. prawosławnych. W samym tylko powiecie hrubieszowskim ich odsetek wynosił 78.
Władze odrodzonego państwa polskiego postrzegały Cerkiew prawosławną jako pozostałość struktur Cesarstwa Rosyjskiego, którą należało przezwyciężyć, a w najlepszym razie ograniczyć.
Kiedy mowa o Cerkwi – pisał Wiktor Piotrowicz – niejeden zapewne człowiek uchodzący za kwiat inteligencji wyrzuca jednym tchem jakże znaną formułę, że Cerkiew prawosławna jest rozsadnikiem rosyjskości, ostoją dawnej carskiej reakcji. Potwierdzał to szczególnie dekret z 16 grudnia 1918 roku w przedmiocie przymusowego zarządu państwowego. Na mocy tego aktu prawnego przejęto w zarząd państwowy, niejako na równi z majątkiem ordynacji książąt warszawskich hrabiów Paskiewiczów Erewańskich, także majątek pocerkiewny oraz stanowiący uposażenie duchowieństwa prawosławnego. Sformułowano zatem czytelną aluzję traktowania przez władze państwowe Cerkwi prawosławnej na równi z innymi reliktami instytucji zaborczych.
Pomimo dość liberalnych przepisów wyznaniowych Konstytucji Marcowej, państwo polskie w relacjach z Cerkwią prawosławną „weszło w buty” rosyjskiego zaborcy. Głęboko ingerowało w życie wewnętrzne Cerkwi. Uważano to za rzecz oczywistą, nawet jeśli owa ingerencja nie miała podstaw prawnych. Taką optykę odzwierciedlał zwłaszcza wydany dopiero 18 listopada 1938 roku dekret prezydenta RP o stosunku państwa do Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego. Był on najbardziej rygorystyczny i restrykcyjny spośród wszystkich wydanych w okresie międzywojennym przepisów o stosunku państwa do Kościołów i związków wyznaniowych.
Władze państwowe mogły żądać odwołania ze wszystkich stanowisk duchownych i zakonnych, a także świeckich pracowników kancelarii metropolity i konsystorzy diecezjalnych. Nawet wizytacja parafii przez biskupa wymagała powiadomienia wojewody. Swą represywnością wspomniana regulacja przewyższała osławiony dekret Rady Państwa z 10 lutego 1953 roku o obsadzaniu duchownych stanowisk kościelnych. Politykę wyznaniową II Rzeczypospolitej cechowała zatem generalnie nieufność wobec prawosławia.

REWINDYKACJE
W okresie międzywojennym miały miejsce trzy fale rewindykacji. Pierwsza, w latach 1918-1924, była niejako najbardziej „naturalna”, stanowiła częściowo reakcję Polaków na dziesięciolecia ucisku narodowościowego ze strony prawosławnej carskiej Rosji.
Katolicy zajmowali cerkwie na podstawie decyzji władz centralnych czy lokalnych, a często z własnej inicjatywy, za zezwoleniem hierarchii Kościoła katolickiego. Do 1924 roku, według ustaleń prof. Mirosławy Papierzyńskiej-Turek, Kościół katolicki rewindykował w 70 proc. żywiołowo, bez zgody władz, 215 świątyń. Symbolem tego okresu była rozbiórka, po ponad czteroletnich publicznych dyskusjach, soboru św. Aleksandra Newskiego w Warszawie na Placu Saskim w roku 1923.
Druga fala rewindykacji – w drodze postępowania sądowego – została zapoczątkowana, gdy w sierpniu 1929 roku episkopat rzymskokatolicki złożył do sądów okręgowych w Polsce wschodniej i północno-wschodniej 755 pozwów. Roszczenia dotyczyły około połowy posiadanych jeszcze przez prawosławnych świątyń i klasztorów. W szczególności domagano się wydania soborów katedralnych w Krzemieńcu, Łucku, Pińsku, klasztorów, a nawet Ławry Poczajowskiej czy klasztoru w Jabłecznej. Sąd Najwyższy w wyroku z 23 stycznia 1934 roku uznał jednak drogę sądową za niewłaściwą. Władze obawiały się zapewne rozruchów na tle religijnym oraz skandalu międzynarodowego w związku z nagłośnieniem opisywanej akcji przez środowiska ukraińskie za granicą.
W 1929 roku aktualny stał się problem burzenia cerkwi na terenie Lubelszczyzny. Tamtejszy wojewoda Antoni Remiszewski, po ustaleniu prowizorycznej sieci parafii, planował zburzenie 97 „zbędnych” świątyń. Zdołano zniszczyć jedynie 23 ze względu na narastające protesty miejscowej ludności. Pomimo tego, jak podaje Małgorzata Winiarczyk-Kossakowska, w latach 1918-1933 Kościół prawosławny stracił około 500 cerkwi, w tym 346 na Chełmszczyźnie i Podlasiu. Z tej liczby wyświęcono na kościoły katolickie 137 świątyń, 104 zamknięto, a 91 zniszczono.
Ostatnia fala rewindykacji prawosławnych świątyń i wiernych została zapoczątkowana w 1936 roku.
DZIECI NA SEMAFORACH
I ZWROTNICACH

W drugiej połowie lat trzydziestych polityka państwa wobec prawosławia uległa wyraźnemu zaostrzeniu. Wówczas jedną z głównych instytucji państwowych zaangażowanych w kształtowanie polityki narodowościowej stało się wojsko. Drogą do asymilacji mniejszości narodowych i etnicznych miało być spolszczenie życia religijnego poszczególnych wyznań. Wówczas w znacznym stopniu martwą literą prawa stały się przepisy konstytucji kwietniowej z 1935 roku, głoszące że wartością wysiłku i zasług obywatela na rzecz dobra powszechnego mierzone będą jego uprawnienia do wpływania na sprawy publiczne. Ani pochodzenie, ani wyznanie, ani płeć, ani narodowość nie mogą być powodem ograniczenia tych uprawnień.
Na odprawie dowódców Okręgów Korpusów 2 lipca 1936 roku minister spraw wojskowych stwierdził, że państwo polskie musi dążyć do poddania wyznawców poszczególnych wyznań pod asymilacyjny wpływ kultury polskiej (…), a tam gdzie to jest możliwe (…) proces spolszczenia się na terenie życia religijno-kościelnego otoczyć wyraźną i zdecydowaną opieką.
Za najlepszą gwarancję polonizacji ówczesne władze uznały przyjęcie katolicyzmu w obrządku łacińskim. W szczególności żywioł polski miał opanować tereny między Wieprzem a Bugiem.
Najbardziej spektakularnym i brutalnym momentem akcji polonizacyjno-rewindykacyjnej stało się burzenie cerkwi latem 1938 roku – państwo polskie podjęło wówczas otwartą walkę z prawosławiem. Co prawda Ministerstwo Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego w 1937 roku rozważało wyburzenie cerkwi na Lubelszczyźnie, nie wykazało wszakże większej operatywności w tej dziedzinie.
Akcję, pod kierownictwem wojska, zaczęto przygotowywać wiosną 1938 roku. Od połowy marca przystąpiono do zamykania cerkwi. Likwidowano oficjalnie istniejące parafie. Usuwano tzw. duchownych nieetatowych, zabraniano tworzenia stowarzyszeń prawosławnych.
Prasa prorządowa pisała o „zagrożeniu ukraińskim” na Chełmszczyźnie. Kościół prawosławny był oskarżany o działalność rusyfikacyjną i ukrainizacyjną. Od wiosny 1938 roku rozpoczęto akcję zastraszania prawosławnej ludności ukraińskiej. Coraz częstsze były szykany ze strony administracji. Dokonanie czynności administracyjnych uzależniano od przejścia na katolicyzm. Organizowano oficjalne uroczystości przejścia prawosławnych na katolicyzm z udziałem wojska i administracji państwowej. Wobec sprzeciwiających się stosowano groźby i represje.
Proceder burzenia prawosławnych obiektów sakralnych rozpoczął się w maju 1938 roku i zakończył bynajmniej nie w wyniku protestów, lecz osiągnięciem założonych celów, 16 lipca 1938 roku. Oficjalna argumentacja dla niszczenia cerkwi na Lubelszczyźnie była następująca: W wielu miejscowościach, w których nie ma prawosławnych, znajdują się niepotrzebne, niszczejące cerkwie, pobudowane w celach rusyfikacyjnych w okresie rozbiorowym; należy je zburzyć, by nie przypominały czasów niewoli.
Faktycznie u podstaw tej decyzji – jak uważa Mirosława Papierzyńska-Turek – leżała, podobnie jak w latach 1929-1930, walka z ruchem ukraińskim. Według danych Urzędu Wojewódzkiego w Lublinie zburzono w 1938 roku 127 świątyń, w tym 91 cerkwi, 10 kaplic, 26 domów modlitw. Jedną cerkiew pozostawiono w stanie ruiny. Cztery cerkwie i cztery kaplice przekazano Kościołowi katolickiemu.
Na Lubelszczyźnie w użytkowaniu Cerkwi prawosławnej pozostało zaledwie 49 cerkwi parafialnych i 5 filialnych oraz jeden monaster.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Pawel Borecki
fot. www.cerkiew1938.pl

Autor jest prawnikiem, doktorem habilitowanym, specjalistą prawa wyznaniowego, pracownikiem wydziału prawa i administracji Uniwersytetu Warszawskiego

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token